Panuje powszechna opinia, że Polacy nie mają nawyku oszczędzania pieniędzy i jest w tym stwierdzeniu sporo racji, ale nie zmienia to faktu, że na przykład w ciągu ostatnich czterech lat oszczędności gospodarstw domowych wzrosły o ponad 70 procent, osiagając poziom prawie 750 miliardów złotych. Obliczono także, że w przysłowiowych skarpetach nasi rodacy przetrzymują kolejnych 80 miliardów złotych. Dlaczego nie trzymają ich w bankach? A bank pocztowy właśnie w jednych ze swych spotów reklamowych nawołuje: „Skarpety na nogi, pieniądze na konta”. Może posłuchają tej reklamy. Z pewnością jednak złożą pieniądze na konta, kiedy wejdzie w życie ustawa zabraniająca dostarczania renty i emerytury przez listonoszy do domów. Ale to już zupełnie inna sprawa. Chodzi o to, że niewiele osób inwestuje swoje pieniądze na rynku funduszy inwestycyjnych oraz w fundusze emerytalne. W naszej strukturze oszczędnościowej fundusze inwestyjne zajmują dopiero trzecią pozycję, po lokatach bankowych oraz wspomnianych „skarpetach”. Przeciętny polski emeryt ma świadczenia jakie ma i najczęściej nie wystarcza mu pieniędzy na codzienne wydatki i lekarstwa, nie mówiąc już o wyjazdach na wypoczynek, tak jak to robią emeryci z krajów zachodnich. Dlatego w tym kontekście śmieszy opinia brukselskich urzedników, którzy jakiś czas temu wysmarowali raport o świetlanym życiu polskich emerytów. A potem były kolejne rządy i kolejne propozycje. Pocieszeniem może być coroczny wzrost emerytury. Jak czytamy w gazecie wyborczej „przez ostatnie lata waloryzacja regularnie przekraczała 4 proc. W marcu tego roku wyniosła 4,62 proc., co oznaczało, że emerytura w wysokości 1000 zł wzrosła w marcu o 46 zł. W przyszłym roku już tak dobrze nie będzie. Rząd właśnie ogłosił swoją prognozę: koalicja PO-PSL szacuje, że każdy emeryt w marcu 2011 r. dostanie o 2,45 proc. więcej pieniędzy. Osoba, która dziś dostaje najniższą rentę lub emeryturę (706,29 zł brutto), jeśli się spełnią prognozy rządu, po przyszłorocznej waloryzacji będzie miała o 17,30 zł więcej, a więc 723,59 zł.” Natomiast ci, którzy chceliby żyć na wyższym poziomie, powinni sami zadbać o to, odkładając pieniądze na przykład na indywidualnych kontach bankowych lub wpłacając swoje oszczędności na otwarty fundusz emerytalny. Zdania na temat tej propozycji jak zwykle są podzielone, chociaż coraz więcej słychać głosów, że nie jest to wcale taki zły pomysł.